Na rower zaczynam patrzeć z obrzydzeniem. Wczoraj jakiś facet przejechał prawie 300km z tego 50 km na stojąco, nie będę tego komentował. Tak więc, wstaje rano. Odebrałem kilka SMS -ów, ale w żadnym nie pisało ,że mam bombę pod siodełkiem, wskakuję na rower. Pomimo moich zdecydowanych uprzedzeń do Pisowców, w żadnej z przejeżdżanych przez zemnie wiosek nie było wrogich okrzyków!. Czyżby zaspali ?. Jest dobrze, nie to co w telewizji, nawet za morzem. Przejeżdżam przez Zbrosławice i tu poznaje trzech nowych przyjaciół. Niestety są bardzo głodni, trochę ich nakarmiłem , ale nie wiem jak mają na imię?. Publikuje zdjęcia , może ktoś ich zna ?. Będąc już w domu , człowiek z Bikeboard pisze,że wkrótce będzie moja relacja z wyprawy na Inflanty. Najwyższy czas. I to by było na tyle. Czołem :).
10% normy wykonane . Odwiedziłem Pławniowice , jadąc przez Toszek. Dalej wzdłuż kanału gliwickiego dotarłem do Taciszowa , gdzie zjadłem obiad. Kac wyleczony .
Mapka trasy i GPS
Opuszczam moje blokowisko , tutaj śpię na ósmym pietrze.
Rodzinna wycieczka, facet znowu lekko , podpiął żonę do wózka !
Zaprawy dzień drugi. Do wyprawy postanowiłem przejechać 1000 km, żeby jakoś być przygotowanym. Strasznie trudno sie kręci, ale trzeba to przeżyć. Dzisiaj urodziny i znowu ta malutka wypracowana forma zostanie zalana :). Niespełna 30 km, a nogi bolą, cóż trzeba skończyć z lenistwem Odwiedziłem Czechowice w Gliwicach i Szałszę.
Mapka trasy i GPS
Koło kąpieliska w Maciejowie skręcamy w las.
Dróżka leśna.
Oznakowanie kieruje nas we właściwą stronę.
Ośrodek wypoczynkowy Czechowice, z miłym jeziorkiem i plażą.
Mój nowy amor z blokadą skoku, przygotowany pod wyprawę, żeby nie trzęsło z sakwami .